Crusaders w PLFA I

Crusaders Warszawa w przyszłym sezonie zagrają na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej. Awans zapewnili sobie pokonując w meczu ćwierćfinałowym, przed własną publicznością, Mustangs Płock 41:0.

Przed meczem faworyt mógł być tylko jeden – Crusaders. Drużyna prowadzona przez doświadczonego Olafa Wernera przeszła przez rozgrywki jak burza wygrywając wszystkie dotychczasowe sześć spotkań. Do fazy play-off, Krzyżowcy awansowali z pierwszego miejsca w grupie. Swoją bitwę o udział w kolejnych etapach rozgrywek rozpoczęli od batalii z płockimi Mustangami, które w grupie północnej zajęły drugie miejsce.

Mustangs do Warszawy przyjechali w bardzo osłabionym składzie. Największą stratą wydawać by się mogło, był brak ich dotychczasowego rozgrywającego, którego zastępował Przemek Pawłowski – nominalny skrzydłowy. Jednak braki kadrowe dotknęły niemalże każdą formację Mustangów. W efekcie zdecydowaną większość składu gości stanowili juniorzy.

Po przeciwnej stronie boiska sytuacja była całkowicie odwrotna. Crusaders przystąpili do tego pojedynku w bardzo mocnym składzie, pewni siebie oraz swoich możliwości. Od pierwszych minut spotkania to oni dyktowali warunki na boisku. Młodzież z Płocka robiła co mogła aby odpłacić się gospodarzom i trzeba przyznać, że udawało się im pokazać całkiem niezły futbol jak na warunki PLFA II. Jednak Crusaders tego dnia w ataku byli nie do zatrzymania. Prym w formacji ofensywnej wiedli głównie running backowie, którzy w tym pojedynku zdobyli mnóstwo jardów oraz pierwszych prób – Bartosz Zapendowski, Michał Główka i Damian Sobański, to o nich mowa bardzo mocno przyczynili się do zwycięstwa gospodarzy. Swoją robotę oczywiście solidnie wykonał Timothy Richardson, który sprintami z piłką zostawiał daleko w polu defensywę gości. Jednak ja jestem daleki od wpadania w zachwyt nad jego grą po tym meczu, a to dlatego, że gra podaniowa Krzyżowców była po prostu słaba. Udane podania można by policzyć na palcach jednej ręki, a z siedmiu przyłożeń tylko ostatnie zostało zdobyte po podaniu. To zdecydowanie za mało jak na drużynę, która wskazywana jest jako jeden z faworytów do gry w finale PLFA II. W ofensywie na słowa uznania zasłużył również potężny liniowy Oskar Żeliaskow, który przestawiał zawodników z linii defensywnej Mustangs z niebywałą wręcz łatwością, a przy akcjach biegowych torował drogę swoim kolegom niczym buldożer.

Obrona Crusaders zagrała już kolejny mecz na zero z tyłu. Duża w tym zasługa linii defensywnej oraz przede wszystkim linebackerów, którzy nie tylko zatrzymywali biegi, ale również byli w stanie powstrzymywać skrzydłowych z Płocka po krótkich akcjach podaniowych. Najjaśniejszą postacią był wśród nich Jakub Krysiak, który raz po raz popisywał się skutecznymi akcjami. Zapewne nie tylko w mojej ocenie był on niczym dowódca, który nie tylko dyryguje swoimi wojskami, ale również sam daje znak do ataku ruszając w bój. Warto zwrócić na niego uwagę, bo na boiskach PLFA II jest to wyróżniający się zawodnik. Chętnie zobaczę go w pojedynkach z trudniejszymi przeciwnikami, a szczególnie w wyższej lidze gdzie będzie mógł potwierdzić swoje możliwości. Oprócz niego wyróżniłbym także Łukasza Sieczka, Marka Michalaka i Piotra Moczulaka. Jeśli zaś chodzi o trzecią linię obrony to tutaj mam mieszane uczucia. Niby Crusaders nie stracili punktów, ale jednak podania były najgroźniejszą bronią Mustangs i wiele z nich padło łupem skrzydłowych z Płocka.

Natomiast jeśli już mówimy o Mustangs to według mnie wyciągnęli maksa z tego czym dzisiaj dysponowali. Po raz pierwszy jako rozgrywający zagrał 19-letni Przemek Pawłowski i w mojej ocenie bardzo dobrze wywiązał się ze swojej roli. Jego indywidualne akcje przynosiły sporo zysków jardowych, a podania były na tyle precyzyjne, że skrzydłowi nie mieli większych trudności ze złapaniem i opanowaniem piłki. Bardzo fajnie wyglądała gra duetu PawłowskiPrzyborowski. Chłopaki znają się jeszcze z gry w juniorach w drużynie Seahorses i widać było, że nieźle rozumieją się na boisku. Daniel Przyborowski był dzisiaj najlepszym ze skrzydłowych w Mustangs i naprawdę niewiele zabrakło mu do zdobycia punktów dla drużyny. Dużo dobrej roboty zrobili też Kacper Szczepaniak, Norbert Łątka, Jakub Jankowski oraz Łukasz Jaworski.

W defensywie zdecydowanie najbardziej wyróżniali się Sławomir Subocz oraz Maciej Seweryn. Obaj zaliczyli dobry występ oraz sporo mocnych zatrzymań przeciwników. Podobnie jak w ataku tak i w obronie wyróżniłbym Norberta Łątkę i Jakuba Jankowskiego. Pomimo, że grali w dwie strony, nie ucierpiała na tym ich postawa na boisku. Widać po Mustangs, że solidnie pracowali nad kondycją, bo nawet pod koniec meczu, przy wąskim składzie nie brakowało im sił. Do powyższych zawodników, których warto wyróżnić zaliczyłbym również Michała Bogdańskiego.

Szczerze mówiąc i jeśli obiektywnie spojrzeć na ten ćwierćfinał to z jednej strony wygrana Crusaders jest jak najbardziej zasłużona i nie podlegała dyskusji. Gospodarze byli drużyną lepszą, lepiej przygotowaną i skuteczniejszą. Jednak z drugiej strony to wydaje mi się, że rozmiary porażki są trochę zbyt wysokie. Mustangs aż tak bardzo nie odstawali, może fizycznie byli mniejsi (wiadomo – głównie byli to juniorzy) ale braki nadrabiali wolą walki i umiejętnościami, których na pewno im nie brakuje. To „gimnazjum Kęsego” na pewno jeszcze w kolejnych sezonach napsuje sporo krwi dużo starszym drużynom w PLFA II, a już za kilka dni zapewne także w juniorskich jedenastkach. Paweł Kęsy robi w Płocku świetną robotę z tymi dzieciakami i efekty już powoli widać. Po powrocie do PLFA II udało im się od razu awansować do fazy play-off, co jest nie lada wyczynem. I szczerze powiedziawszy bardzo jestem ciekaw jak zaprezentują się Mustangi w rozgrywkach J-11.

Crusaders natomiast czeka teraz półfinał, który na pewno rozegrają na własnym stadionie jednak rywal jeszcze nie jest znany. Rozstrzygnie się to po rozegraniu pozostałych ćwierćfinałów. Na pewno o finał, Krzyżowcy zmierzą się z kimś z trójki: Patrioci, Silvers, Owls i z kimkolwiek by nie grali, ponownie będą faworytem.

MVP meczu – Jakub Krysiak, linebacker Crusaders

zdjęcia: Slaweg – foto
autor: Radek Gołąb

 


2 Comments on this post

  1. Jeżeli drużyna zdobywa zero punktów to cięzko mówić o tym że QB wywiązał się ze swojego zadania.

    Fan / Odpowiedz
    • To był jego pierwszy mecz na QB. Naprawdę dobrze prowadził ofensywę. Zabrakło niewiele aby Mustangs zdobyli punkty. Nie było tak, że drive to były 3 próby i odkopnięcie. Serie ofensywne wyglądały naprawdę dobrze. Choć tak jak mówisz – zabrakło kropki nad „i” w postaci przyłożenia.

      radek / (in reply to Fan) Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*