Jedna Warszawa w Topce… czy to w ogóle możliwe

Nad napisaniem takiego tekstu zastanawiałem się od jakiegoś czasu. Teraz wydaje mi się, że jest na to idealny moment bowiem w dwóch najsilniejszych drużynach w Warszawie, a właściwie to w trzech trwa przerwa wakacyjna i można na spokojnie przemyśleć sprawy przyszłości.

A przyszłość w Warszawie może wyglądać na dwa sposoby: pierwszy doskonale znamy – przeciętne drużyny w Toplidze nie liczące się w walce o najwyższe trofea, pogrążone w marazmie i z nadzieją wypatrujące następnych sezonów, w których… bądźmy szczerzy – niewiele się zmieni. Drugi scenariusz to słowa, które w Warszawie nikomu nie chcą przejść przez usta… fuzja, połączenie, współpraca. Oczywiście mam na myśli odpowiednie fuzje bo połączenia klubów w Warszawie nie mają najmniejszego sensu jeśli odbędą się pomiędzy drużynami reprezentującymi dwa różne światy czyli np. Eagles i Crusaders czy też Sharks i Crusaders, bo na takim połączeniu nikt wiele nie zyska. Jedyną wartość miałoby stworzenie nowego klubu, który skupiłby najlepszych zawodników występujących obecnie w stolicy – czyli graczy Eagles, Sharks i Dukes plus oczywiście pojedynczych zawodników z innych zespołów nie tylko z Warszawy ale też z najbliższej okolicy. Dopiero wtedy można by mieć jakieś nadzieje, że futbol w Warszawie znów będzie się liczył w walce o mistrzostwo. I to też nie od pierwszego sezonu, bo jestem bardziej niż pewny, że potrzebny byłby jeden okres przygotowawczy i jeden sezon gry, żeby taki klub zaczął dobrze funkcjonować. A mówię jedynie o sprawach sportowych.

Wyobraźcie sobie chociażby taki atak: Żak, Omelańczuk, Poneta, Kawiarowski, Mariański do tego amerykański running back, OL – Brodzki, Sławiński, Sętkiewicz, Tusznio, Struss. W rezerwie Kubica, Studziński, Szpotański, Wudecki, Frąk, Sawicki… Każda zmiana to nowe możliwości zagrywek. Obrona prezentuje się jeszcze lepiej: Tarnawski i Paszkiewicz jako endzi, Gralewski bądź Dreger w środku, druga linia: Gołoś, Kadzikiewicz, Cackowski, Sitek, do tego Omondi i Sikora jako safety plus Michaluk i Tomczak jako cornerzy… Jako zmiennicy: Grzywanowski, Mędrala, Poświata, Wojtkowski, Goc, Melaniuk, Filipiuk, Deptuła, Walendzik, Maj, fenomenalny w ostatnim meczu Dzioban – z takim składem można śmiało walczyć w lidze. Zauważcie, że w defensywie nie znalazłem w jedenastce nawet miejsca na importa. Już chociażby to pokazuje jak duży potencjał mają zawodnicy występujący w warszawskich klubach… tyle, że w różnych klubach. Razem byliby w stanie, a co tam, wejść do SuperFinału. Osobno rozmieniają się na drobne grając o pozycje w lidze znacznie poniżej swoich możliwości.





Organizacyjnie… nie jest wielką tajemnicą, że zarówno Eagles jak i Sharks borykają się ze swoimi problemami – Eagles chociażby z boiskami, Sharks z drużynami juniorów czy trenerami. Są i w jednej i drugiej organizacji ludzie, którzy byliby w stanie stworzyć klub, który nie tylko zabezpieczyłby sobie byt w Toplidze A, ale także realnie mógł włączyć się w walkę o mistrzostwo. Patrząc po osobach zarówno w Eagles jak i Sharks oraz w Dukes wiem, że połączenie ich umiejętności i energii pozwoliłoby prowadzić nie tylko pierwszą drużynę, ale także skutecznie działać marketingowo, pozyskiwać sponsorów i szkolić młodzież. Takiego klubu nie mamy w Warszawie, a jeśli futbol ma się rozwijać w stolicy to taki klub jest potrzebny. W pojedynkę, walcząc między sobą wiele się nie ugra. Panhters pokazali, że można. Mówiono, że we Wrocławiu to się nigdy nie uda, że animozje są zbyt duże. I faktycznie przez długi czas się nie udawało, podejść było kilka, aż do skutku. Z jakim efektem, teraz wszyscy wiemy. Wrocławianie są absolutnym liderem pod każdym względem. Dla nich konkurencją są kluby w Europie, polskie drużyny zostawili daleko, daleko w tyle.

Dodatkową kwestią jest boisko. Teraz kluby tułają się po najróżniejszych obiektach, a gdyby była jedna poważna, licząca się organizacja, jestem przekonany, że o wiele łatwiej byłoby znaleźć stadion, który mógłby się stać futbolowym obiektem w Warszawie. Jest chociażby zrujnowany i niszczejący z każdym dniem stadion Marymontu, na którym rozgrywano pierwsze finały. Czy nie można by go wyremontować i przystosować do gry w futbol w ramach budżetu partycypacyjnego? Udało się we Wrocławiu, udało się w Zielonej Górze, może udałoby się również w Warszawie. Tyle, że teraz nikt nie chce nawet podjąć takich prób.

Ostatnia – najważniejsza sprawa czyli pieniądze. Najważniejsza i jednocześnie najtrudniejsza. Zarówno Eagles jak i Sharks samodzielnie nie będą w stanie stworzyć silnego klubu, który rok w rok będzie walczył o mistrzostwo. Ich budżety to pieniądze, które wystarczą na wegetację i przeżycie sezonu. Połączenie sił wydaje się jedyną szansą na to aby Warszawa znów liczyła się w lidze. Być może z jednym silnym klubem łatwiej byłoby rozmawiać z potencjalnymi sponsorami.

Co by się musiało stać aby ten scenariusz stał się rzeczywistością… musiałby powstać całkowicie nowy klub, z nową nazwą, nowymi barwami, bez historii. Coś całkowicie nowego, coś co w żaden sposób nie wiązałoby się z dotychczasowymi zespołami – Cwaniaki, Samuraje, Kowboje, Malarze, Leśnicy, Chłopaki z miasta, Prawdziwi Warszawiacy, Rysie, Dziki, Ptaki drapieżne – cokolwiek nawet najbardziej abstrakcyjnego będzie lepsze, niż trwanie w zawieszeniu, które mamy w tej chwili. Wrocław wyznaczył ścieżkę, którą mogłyby pójść inne miasta, nie tylko Warszawa ale również chociażby Szczecin czy Poznań. Nie jestem zwolennikiem filozofii „jedno miasto jeden klub”. Według mnie ten slogan powinien brzmieć w przypadku futbolu „jedno miasto jeden silny klub”. Ale rozbicie na kilka drużyn w mieście już dobre nie jest. Jeden silny klub przyciągałby najlepszych zawodników, natomiast pozostali – Ci słabsi, bądź Ci którzy nie mogliby pogodzić obciążeń treningowych z życiem prywatnym mogliby grać w niższych ligach. Według mnie we Wrocławiu, Trójmieście czy Warszawie spokojnie jest miejsce na 2 zespoły przy czym jeden z nich powinien być silną organizacją walczącą w Toplidze, natomiast drugi występujący w PLFA II czy też PLFA8.

Życzyłbym sobie, żeby w Warszawie narodził się nowy klub, który mógłby nawiązać walkę z Panthers. Potencjał osobowy, organizacyjny jest… nie ma niestety chęci. Powyższa wizja to jedynie snucie przypuszczeń co by było gdyby. Na chwilę obecną nie widzę szans na to aby w Warszawie udało się stworzyć poważny klub. W przyszłym sezonie, zobaczymy w Toplidze pojedynek przeciętnych Eagles z przeciętnymi Sharks. Ani jedni ani drudzy nic nie ugrają. Znowu będzie to walka o dogranie sezonu. Szkoda jest mi kibiców oraz zawodników, których ambicje są znacznie większe niż obecne możliwości Orłów i Rekinów. Niestety dopóki osoby zarządzające nie dojdą do porozumienia możemy zapomnieć w Warszawie o silnym klubie futbolowym…

autor: Radek Gołąb
zdjęcie: pixabay.com


3 Comments on this post

  1. Korzystając z okazji to zapraszam do głosowania na obecne projekty futbolowe w stolicy !

    https://www.facebook.com/events/1254896651276319/?ti=icl

    Marcin Miszczak / Odpowiedz
  2. OL – Brodzki, Sławiński, Sętkiewicz, Tusznio, Struss.

    To jest jakis zart.

    Choina / Odpowiedz
  3. Jestem pod wrażeniem wysiłku, jaki został włożony w napisanie tego artykułu 🙂

    https://inbialystok.pl / Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*