Miało być jak nigdy, skończyło się jak zawsze

Przed półfinałami w Toplidze wiele osób ostrzyło sobie apetyt na pojedynek Lowlanders – Seahawks. Wielu wierzyło, że wreszcie po 3 latach w Superfinale zobaczymy kogoś innego niż Panthers i Seahawks. Jednak rzeczywistość okazała się bezlitosna. Po raz czwarty z rzędu w meczu o mistrzostwo zmierzą się starzy znajomi.

Jeszcze przed rozpoczęciem półfinałów było prawie pewne, że Panthers nie powinni mieć większych trudności z awansem. Naprawdę chyba tylko zawodnicy i najbardziej zagorzali kibice Eagles wierzyli w cud, który dałby Orłom miejsce w finale. Jak się okazało, cudu nie było. Pantery już w pierwszej kwarcie załatwiły sprawę. Trzy przyłożenia skutecznie wybiły z głowy warszawianom marzenia o sprawieniu sensacji. Obrona Eagles praktycznie nie istniała. Wrocławianie robili co chcieli – długie podanie, proszę bardzo, bieg środkiem – nie ma problemu, bieg na zewnątrz – a oczywiście. Eagles nie mieli pomysłu na to jak zatrzymać ofensywę prowadzoną przez Morovicka. W ataku Orłów można by się doszukiwać jakichś pozytywów, ale jedna dobra próba w drive to za mało, żeby mówić o udanym meczu.

A Panthers – robią swoją robotę. Odjechali lidze na kilka długości i zdają sobie z tego sprawę. Wydaje się, że finał powinien być dla nich tylko formalnością… ale podobnie było w 2014 i 2015 roku.

Więcej emocji miało być w drugim półfinale i faktycznie tak było. A przynajmniej w pierwszej połowie, kiedy wynik oscylował w okolicach remisu. Wtedy jeszcze można było wierzyć, ze Lowlanders będą w stanie wywalczyć finał. Jednak druga połowa, a szczególnie 4 kwarta należała do Seahawks. W ostatnich 12 minutach Jastrzębie postawiły kropkę nad i. Dwa przyłożenia Janka Domagały i jedno Kuby Mazana były ciosami, po których Lowlanders już się nie podnieśli. Trzeba oddać Seahawks, że potrafią końcówki spotkań rozstrzygać na swoją korzyść… szczególnie kiedy grają z „Ludźmi z nizin”.

Przy okazji tego meczu wspomnieć należy o Janku Domagale, który z anonimowego zawodnika, którego przed sezonem znała może jedynie rodzina i prawdopodobnie mniej niż pół drużyny, nagle wyrasta na jednego z czołowych running backów w lidze. W tej chwili ma na swoim koncie już 11 przyłożeń z czego trzy ostatnie zdobyte w półfinale z Lowlanders. Razem z Adamem Skakowskim mogą śmiało pretendować do tytułu Okrycie Roku w Toplidze. A skoro już mowa o Janku to naprawdę świetną robotę robi OL Seahawks i to nie tylko przy biegach, ale też przy podaniach. Trzeba ich docenić, bo w dużej mierze zwycięstwo w półfinale to była ich zasługa.

Przy okazji jeszcze jedna, może drobna rzecz, ale zastanawiam się – czy naprawdę nie dało się ułożyć terminarza, żeby półfinały nie były rozgrywane w tym samym czasie? Nie jesteśmy piłkarską Ekstraklasą żeby robić multiligę i podgląd z kilku stadionów na raz. Zapewne nie tylko ja chętnie obejrzałbym oba pojedynki w całości i na żywo.

zdjęcie: Raul Popadineti


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*