Monarchia Eagles trwa

Warsaw Eagles po raz drugi w tym sezonie okazali się lepsi od swoich sąsiadów zza miedzy – Monarchs Ząbki. Przed rozpoczęciem rozgrywek wiele osób widziało w Monarchach, drużynę, która może zagrozić Orłom, a nawet ich pokonać. Jednak dwa bezpośrednie mecze nie pozostawiły najmniejszych wątpliwości, kto jest najlepszy w Toplidze.

Wpis sponsorują GameDay.pl oraz Slaweg – Foto. Autorem wszystkich fotografii jest Sławek Boczkowski, znany i ceniony w środowisku fotograf.

Sobotni mecz, podobnie jak poprzednie spotkania domowe Orłów, nie był wyłącznie samą sportową rywalizacją. Po raz kolejny Eagles na Bemowie zorganizowali fajny event. Były atrakcje dla dzieci – uwielbiane przez nich „dmuchańce”, był food truck dla tych, którzy zgłodnieli, występy cheerleaderek, standardowo już konkursy w przerwie. W efekcie na trybunach dużo kibiców, zarówno jednej jak i drugiej drużyny.




Sportowo również zapowiadało się, że będzie ciekawie. Zaczęło się bardzo obiecująco bo od safety, dla Eagles. Niewiele zabrakło, a zamiast safety Orły cieszyłyby się z przyłożenia. Punt został zablokowany i w efekcie piłka znalazła się w polu punktowym Monarchs, wystarczyło utrzymać ją tam by zdobyć sześć punktów, jednak ta sztuka nie udała się obrońcom Eagles. Mimo wszystko początek bardzo mocny i dwa punkty zdobyte przez obronę zapowiadały ciężkie chwile dla Monarchs.

I te faktycznie nadeszły ale nie tak szybko jakby się to mogło wydawać. Na safety Monarchowie odpowiedzieli bowiem przyłożeniem i po pierwszych kilku minutach zaskakująco prowadzili. Jednak od tego momentu niepodzielnie na boisku rządziła już tylko jedna drużyna – Eagles. Defensywa Orłów była poukładana chyba najlepiej w tym sezonie. Nie było w niej słabych punktów, a jest to niewątpliwie zasługą koordynatora defensywy – Lee Rose’a.

Jeden z lepszych meczów rozegrał weteran Wiktor Nowak, który popisał się dwoma powaleniami rozgrywającego. Kroku dotrzymywał mu Piotr Grzywanowski. W drugiej linii znakomicie dysponowani byli Łukasz Cackowski i Tomasz Melaniuk, którzy szybko powstrzymywali biegowe próby Monarchów.

Dodatkowo ten drugi niewiele brakowało, a zaliczyłby przechwyt. Trzecia linia, czyli moim zdaniem najsłabsze ogniwo obrony zagrała zadziwiająco dobrze, praktycznie wyłączając z gry skrzydłowych gości.

W ofensywie po raz kolejny pierwsze skrzypce grał Jack Marton, ale tym razem ciężar gry nie spoczywał tylko i wyłącznie na nim. Wreszcie zagrał tak jak się tego od niego oczekuje Chris Jeffrey. Natomiast nie można pominąć wkładu polskiego składu na dorobek Orłów. Najlepszy mecz w tym sezonie rozegrał Maciej Wudecki, który idealnie pasuje na pozycję tight enda i w meczu z Monarchs był zabójczą bronią.

Z dobrej strony pokazali się również skrzydłowi – Piotr Pamulak, Michał Śpiczko oraz Aleksander Kawiarowski. Każdy z nich zdobył przyłożenie, a także złapali wiele ważnych piłek – chociażby Aleksander Kawiarowski, który dwukrotnie w sytuacjach 3 & 20 był w stanie złapać piłki dające pierwsze próby.


W Monarchs widać było ogromną mobilizację i chęć rewanżu. Szczególnie wśród byłego OrłaWitolda Szpotańskiego, którego specjalnie nie trzeba było motywować do tego spotkania. Od samego początku to on dał sygnał do ataku, zdobył pierwsze przyłożenie i wielokrotnie wyrywał jardy biegami.

Zadziwiająco dobrze wyglądała gra biegowa Monarchs w tym spotkaniu. Do tej pory drużyna z Ząbek mogła pochwalić się grą podaniową, natomiast w meczy z Eagles uległo to całkowitej zmianie. Podań praktycznie nie było, natomiast biegi przynosiły jardy i pierwsze próby. Na pochwałę zasługuje Maciej Bączek oraz Bartek Zapędowski, z którymi defensorzy Orłów mieli trochę problemów.


Defensywa Monarchs… lepiej nie podsumowywać jej przy pięćdziesięciu straconych punktach. Eagles zdominowali ten mecz w każdej formacji. Przed meczem ostrzyłem sobie apetyt na pojedynek szkoleniowców. Byłem ciekaw co zaprezentują obie drużyny i nie zawiodłem się. Całkowita zmiana w ofensywie w przypadku Monarchs prowadzonych przez Philipa Dillona i przestawienie się z gry podaniowej na biegi, a z drugiej strony świetna defensywa oraz zrównoważona ofensywa, która okazała się kluczem do sukcesu. W pojedynku head coachów 2:0 dla trenera Eagles – Kirka Mastromatteo.


Eagles tym meczem wysłali jasny sygnał do reszty stawki. Orły celują w mistrzostwo i perfekcyjny sezon. Z taką grą jaką pokazali w sobotę jest to jak najbardziej możliwe. Biorąc pod uwagę pozostałe drużyny, ekipa z Warszawy w tej chwili nie ma sobie równych. Co prawda rozkręcali się powoli, ale ostatnie dwa spotkania z Monarchs pokazują, że wreszcie na boisku wszystko funkcjonuje tak jak powinno. W takiej formie w jakiej obecnie są Eagles, w Toplidze nie mają się kogo obawiać, wręcz przeciwnie – to ich pozostałe drużyny powinny się bać.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*