Obrona wygrywa mistrzostwa

Finał PLFA I w tym roku zapowiadał się na niezwykle wyrównany. W najważniejszym meczu sezonu w pierwszoligowych rozgrywkach zmierzyły się dwie niepokonane do tej pory ekipy – Kraków Kings oraz Warsaw Sharks. Można było spodziewać się zaciętego i wyrównanego meczu… i faktycznie tak było. Finał nie rozczarował.

Może z perspektywy samego widowiska nie był to najpiękniejszy mecz do oglądania, ale za to emocji i zwrotów akcji w nim nie brakowało. Zawodnicy obu klubów stworzyli emocjonujące widowisko, w którym losy zwycięstwa ważyły się niemalże do ostatnich sekund. I dokładnie taki mecz chciałem obejrzeć jako zwieńczenie rozgrywek w PLFA I.

Wspominając, że nie był to najpiękniejszy mecz do oglądania miałem na myśli głównie ofensywny paraliż jaki opanował obie drużyny. I jednym i drugim z trudem szło przesuwanie znaczników, każda próba to było mozolne wyrywanie jardów. Defensywy za to grały przednio i potwierdziły znane za oceanem powiedzenie „ofensywa sprzedaje bilety, defensywa wygrywa mistrzostwa”. Ani Rekiny ani Królowie nie pokazali w tym meczu nic z czego mogli być dumni przez cały sezon. Luke Zetazate rozdzielał piłki bardzo nerwowo, widać było, że czasami nie wytrzymywał presji. Tak naprawdę cała gra opierała się na krótkich podaniach, których odbiorcami w przeważającej większości była dwójka Poneta – Omelańczuk. Przecierałem oczy ze zdumienia w końcówce czwartej kwarty, kiedy Sharks konsekwentnie grali podania… wyglądało to tak jakby prosili się o porażkę. Tym bardziej, że mieli w swoich szeregach Rafała Frąka, który z piłką potrafi biegać. Od biedy na running backu sprawdziłby się pewnie też Omelańczuk, a tymczasem na 2 minuty do końca przy prowadzeniu 20:14 oglądaliśmy podania. To niewątpliwie było bardzo oryginalne zagranie sztabu Sharks, jednak zwycięzców się nie ocenia i tak też zrobię, uznam, że była to przemyślana strategia.

Po drugiej stronie wcale gra nie wyglądała lepiej. O ile warszawianie opierali grę na podaniach to Królowie postawili na biegi. Gra podaniowa u nich nie istniała. Na palcach jednej ręki można by policzyć złapane przez Kings piłki. W ofensywie krakowianie nie byli w stanie zaskoczyć rywali. Nawet biegi Filipa Mościckiego, które siały spustoszenie podczas sezonu zasadniczego, nie zrobiły większej krzywdy Rekinom.

Moim zdaniem losy meczu rozstrzygnęły się w trzeciej kwarcie. Kwarcie, która po nocach będzie śnić się Kings jako najgorszy możliwy koszmar. Kiedy wydawało się, że mają sytuację pod kontrolą, kiedy defensywie udało się zatrzymać atak Sharks, wówczas fatalne błędy popełniła formacja punt return. Dwa razy krakowianie stracili piłkę po odkopnięciach Rekinów i chyba wtedy Sharks „poczuli krew”. Futbolowe momentum przeszło na ich stronę. Chwilę po tych błędach warszawianie wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końca. Ich defensywa stanęła na wysokości zadania nie tylko zatrzymując atak Kings, ale również zadając decydujący cios w samej końcówce. Po tym przyłożeniu było wiadomo, że mistrzostwo PLFA I pojedzie do Warszawy.


Wideo z fanpage Box Videos

Muszę szczerze przyznać, że w finale stawiałem na Kings. Liczyłem na wyrównany pojedynek, ale to gospodarzom dawałem większe szanse na zwycięstwo. Obstawiałem wygraną krakowian jednym posiadaniem. Tymczasem… po finale jestem bardzo pozytywnie zaskoczony postawą obrony Sharks, która zagrała naprawdę znakomicie. Obejrzałem mecz dwa razy i to co wybija się na pierwszy plan to fakt, że bardzo trudno było mi wybrać zawodników, którzy się wyróżnili. Każdy z graczy, który pojawił się na boisku wnosił coś do gry i każdy miał swój wkład w tytuł mistrzowski. Jednak na pierwszy plan niewątpliwie wysunął się Mateusz Dzioban. Presja jaką wywierał na Filipie Mościckim oraz ilość tackli podczas tego meczu sprawiły, że nie tylko w mojej ocenie był on najbardziej wartościowym zawodnikiem finałowego spotkania.

Gdyby wygrali Kings tytuł MVP trafiłby za to z pewnością w ręce dwojącego się i trojącego w dzisiejszym pojedynku Filipa Świechowicza. Jestem pełen uznania dla tego co wyczyniał dziś na boisku i w mojej ocenie to on był dziś najlepszym zawodnikiem gospodarzy.

Rozgrywki w PLFA I zakończone. Mistrzowski tytuł jedzie do Warszawy. Oba kluby zobaczymy w przyszłym roku w rozgrywkach Topligowych i zastanawiam się jedynie jak poradzą sobie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Na pewno obie drużyny wymagają wzmocnień, ale dziś pokazały, że szkielet zespołu jest gotowy, i że przy rozsądnych transferach możemy liczyć na solidnych topligowców.

autor: Radek Gołąb
zdjęcie tytułowe: fanpage Warsaw Sharks





Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*