Po półfinałach LFA

Ależ emocji przyniosły półfinały w LFA – niby tylko dwa mecze ale działo się w nich, a także po nich mnóstwo ciekawych rzeczy.
Na pierwszy ogień mecz LowlandersSeahawks. Można by powiedzieć półfinałowy klasyk. Od czterech sezonów, te kluby rok w rok spotykały się ze sobą na tym etapie rozgrywek. Do tej pory zawsze wygrywali gdynianie… Ale każda seria się kiedyś kończy. Po raz pierwszy to Lowlanders okazali się lepsi i to oni zagrają w meczu finałowym.

Pierwsza połowa rozgrywana w trudnych warunkach nie zachwyciła. Obie drużyny miały problemy z konstruowaniem akcji ofensywnych. Za to druga część meczu to był show Mikołaja Pawlaczyka. Wydawało się, że gra jakby włączył jakieś kody nieśmiertelności. Seahawks nie byli w stanie go powstrzymać. Parł do przodu jak buldożer, jak T-34 po polu bitwy, nie było na niego mocnych. To co wyprawiał na boisku było wręcz niesamowite. Tytuł MVP półfinału zdecydowanie powinien trafić w jego ręce. Swoją robotę zrobiła również defensywa Ludzi z nizin, która była w stanie powstrzymać atak prowadzony przez Joe Bradley’a. Warto na pewno wyróżnić Kubę Mazana, który dwoił się i troił w tym pojedynku, ale nie wystarczyło to na dobrze dysponowanych tego dnia zawodników z Białegostoku.

Oglądając mecz nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Seahawks przegrali mecz trochę na własne życzenie. Ilość kar i to jeszcze w kluczowych momentach okazała się być decydująca. Bezsensowne niesportowe zachowania pogrążyły Jastrzębie.

Lolwanders ciężko pracowali na ten sukces przez ostatnie sezony. W tym roku przed rozpoczęciem rozgrywek dodatkowo wzmocnili się czołowymi polskimi zawodnikami, a Ci znakomicie odnaleźli się w Białymstoku i wtopili w skład. W sobotę poza Mikołajem Pawlaczykiem ciężko wskazać jednego zawodnika, który by się wyróżnił. Siłą Lowlanders był kolektyw, bardzo dobra, solidna gra całej drużyny. Jeszcze jedno chciałbym podkreślić – wolę walki i niezmąconą wiarę w zwycięstwo gospodarzy. Mecz nie układał się po ich myśli. Przegrywali 0:7, a później kiedy mieli szansę doprowadzić do remisu fatalny błąd popełnił Ryan Kasdorf, który posłał piłkę w ręce Jamesa Galesa, a ten spokojnie pobiegł z nią w pole punktowe Lowlanders, zwiększając tym samym prowadzenie Seahawks do czterech punktów. Momentum przeszło na stronę Jastrzębi. Wiele drużyn w tym momencie zwątpiłoby w ostateczny sukces, ale nie Lowlanders. Gospodarze szybko odzyskali piłkę, a chwilę później już prowadzili. Jestem pełen podziwu dla ich zimnej krwi i dojrzałości jaką zaprezentowali w półfinale. Brawo Lowlanders!


Jednak zwycięstwo gospodarzy nie było jedyną ważną informacją jaka obiegła środowisko w sobotę. Otóż po meczu na swoim profilu na facebooku, główny trener JastrzębiMaciej Cetnerowski poinformował o rezygnacji z pełnienia tej funkcji. Czeka nas zatem ciekawy offseason, który upłynie pod znakiem zapytania – kto poprowadzi Seahawks w sezonie 2019.

W drugim półfinale zgodnie z przewidywaniami zwyciężyli Panthers, choć grali jedynie polskim składem. Ich zwycięstwo nie było zagrożone, ale z drugiej strony nie zachwycili. Widać było, że w ofensywie brakowało im argumentów. Obrona zagrała bardzo dobrze, można by powiedzieć na swoim poziomie. W ogóle nie było widać braku Desmonda Coopera, co więcej powiedziałbym, że jego odejście nie jest osłabieniem drużyny. W ofensywie cóż – Morovick robił robotę. Oczywiście Janek Wawrzyniak poprowadził Pantery do zwycięstwa, ale nie był to styl w jakim zrobiłby to Tim. Panthers mocno odczuwają brak amerykańskiego QB. I o ile w defensywie nie mają powodów do obaw tak w ataku nie prezentują tego co we wcześniejszych meczach. Ich siła ofensywna mocno spadła.

W przypadku tego półfinału równie ciekawie zrobiło się po meczu, kiedy światło dzienne ujrzał film z akcją, która zasługuje na całkowite potępienie. Nagranie to wywołało falę komentarzy i niezdrowego hejtu, choć trzeba przyznać, że nie można przejść obok tego obojętnie. Zobaczcie sami (film wstawiony z fanpage Bartosza Frydlera).

Zagranie było ekstremalnie niebezpieczne i od władz Ligi Futbolu Amerykańskiego oczekuję reakcji. Będzie to swego rodzaju test organizacji i tego w jaki sposób podchodzi do tego typu sytuacji. Moim zdaniem zawodnik powinien zostać ukarany. Jaka to będzie kara – niech zdecydują sędziowie, wydział dyscyplinarny i liga. To czego bym nie chciał, żeby to zagranie przeszło to bez echa, bo będzie to mogło być potraktowane jako ciche przyzwolenie na kolejne tego typu zagrania. A tego nikt nie chciałby ani oglądać, ani tym bardziej być bohaterem takich filmów.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*