Week 11 – podsumowanie

Działo się, oj działo, podczas jedenastego weekendu rozgrywek. W sobotę, wbrew wszelkim prognozom, w LFA 1 było bardzo ciekawie, powiedziałbym, że był to jeden z najciekawszych dni jeśli chodzi o futbol w tym roku, a to za sprawą Lowlanders, Panthers, Rhinos i Sharks.

W Toplidze w sobotę emocji nie było za wiele. Eagles zgodnie z przewidywaniami i oczekiwaniami gładko uporali się z Husarią 39:6 i zakończyli sezon zasadniczy z bilansem 6-0. No ale przechodzimy do pierwszego sobotniego spotkania czyli LowlandersPanthers. Gdyby spojrzeć na wynik 27:62 to moja zapowiedź, była trafiona niemalże w punkt. „Nie będzie to zacięty pojedynek ani wyrównana batalia, choć na pewno będzie ciekawie”. I ciekawie było, ale tylko w pierwszej połowie. I jeśli chodzi o dwie pierwsze kwarty to bardzo się pomyliłem. Lowlanders pokazali, że za szybko i zbyt pochopnie spisałem ich na straty w tym meczu. Pierwsza połowa to była ofensywna fiesta. Zarówno jedni jak i drudzy popisywali się spektakularnymi akcjami. Wystarczy powiedzieć, że zakończyła się wynikiem 27:41. Druga część gry, a w zasadzie końcówka pierwszej również, to już Panthers jakich oglądamy w pozostałych spotkaniach. Wrocławianie pokazali charakter i doświadczenie mistrzów. Miałem wrażenie, że na każdy cios zadany przez Lowlanders, Panthers za chwilę odpowiedzą czymś równie mocnym albo nawet mocniejszym. Defensywa Lowlanders praktycznie nie istniała. Z resztą w pierwszej połowie obie defensywy to był pokaz bezradności. I o ile Panthers potrafili poukładać swoją grę obronną, tak Lowlanders zupełnie nie byli w stanie przeciwstawić się atakowi prowadzonemu przez Tima Morovicka. W efekcie mecz zakończył się tak jak wszyscy przewidywali, ale pierwsza połowa musiała się podobać. Na takie pojedynki czekaliśmy!

Drugi sobotni mecz w LFA 1 to… cóż nie nazwałbym tego niespodzianką, to jest sensacja! Jakże wielki szacunek mam dla Rhinos po wygraniu z faworyzowanymi Sharks. Sam w zapowiedzi nie dałem wyszkowianom najmniejszych szans. Nie wiem czy ktokolwiek spodziewał się takiego wyniku. Przebieg meczu wskazywał na to, że Rekiny faktycznie odniosą zwycięstwo, ale piorunująca końcówka w wykonaniu Rhinos dała im sensacyjne zwycięstwo. Tegoroczny sezon to prawdziwy rollercoaster jeśli chodzi o Nosorożce. Drużyna, którą wielu skreśliło po odejściu importów – przyznaję, ja również – wygrywa właśnie trzeci mecz z rzędu i włącza się do walki o pierwsze miejsce w grupie B. Takiego scenariusza nikt by nie wymyślił. Jest to póki co największe pozytywne zaskoczenie tegorocznych rozgrywek. Brawo Rhinos! Dla Sharks na pewno jest to bolesny cios. Rekiny były murowanym faworytem do wygrania grupy B, wydawało się nierealne, żeby ktokolwiek był w stanie zagrozić drużynie z Warszawy. Tymczasem warszawianie mają w tej chwili bilans 3-3 i o możliwość zagrania w rundzie dzikich kart będą zmuszeni walczyć do ostatniej kolejki. Przed sezonem taki scenariusz wydawał się wręcz absurdalny, a teraz jest faktem! Swoją drogą grupa B to ewenement – wszystkie kluby mają w niej ujemny bilans punktowy.

Niedziela jeśli chodzi o emocje wcale nie była mniej intensywna. To był chyba najlepszy futbolowy weekend w tym roku. W Toplidze rozstrzygały się losy drugiego miejsca i pewnego udziału w półfinale. Do Ząbek przyjechały Kozły Poznań, wzmocnione starym znajomym z polskich boisk – Charlesem McCrea. Może nie w najlepszej życiowej formie, może z dodatkowymi kilogramami i to niekoniecznie „dobrej masy”, ale nie zapomniał jak się gra i w efekcie zrobił w pojedynku z Monarchs różnicę. Choć byłoby niesprawiedliwe mówienie „import” wygrał mecz. W pojedynku w Ząbkach, Kozły zaprezentowały się dobrze jako drużyna. Standardowo zagrali to co wychodzi im najlepiej od lat – czyli mocny fizyczny futbol i to wystarczyło. Choć nie do końca wszystko funkcjonowało u nich jak należy. Najwięcej kłopotów mieli… sami z sobą. Głowy zagotowały się poznaniakom pod koniec pierwszej połowy meczu. Za niesportowe zachowanie z boiska wyleciał Damian Łuc i szczerze mówiąc, to za prowokowanie i niesportowe zachowanie powinien wylecieć już wcześniej. Karę dostał też Szymon Barczak i dziwią mnie tego typu postawy tych właśnie zawodników. Rozumiem emocje podczas gry – to naturalne, ale od tej dwójki wymagałbym więcej. Sportowo nie można im niczego zarzucić – zagrali solidnie, za to pod względem emocji i zachowań w trakcie meczu miałbym duże wątpliwości. Na pewno w Poznaniu przydałby się ktoś na ławce, kto byłby w stanie okiełznać trudne charaktery i zareagować w odpowiednim momencie.


Niemniej jednak Kozły odniosły zasłużone zwycięstwo. Poznaniacy prezentowali się lepiej, byli pewniejsi w egzekwowaniu zagrywek, lepiej wyglądali pod względem fizycznym, w obronie nie pozwolili rozwinąć skrzydeł Monarchs i w tej chwili to oni są drugą siłą w Toplidze. Monarchowie ostatecznie zajęli trzecie miejsce i w rundzie dzikich kart zmierzą się ze Steelers.

Trochę szkoda, że nie zagrają u siebie bo halftime show mają moim zdaniem rewelacyjny. Popatrzcie i posłuchajcie sami.

W LFA 1 status quo został utrzymany, choć do niespodzianki zabrakło niewiele. Falcons postraszyli Seahawks i pokazali, że końcówka sezonu w ich wykonaniu może być znacznie lepsza niż początek. Co prawda ulegli wyżej notowanym Jastrzębiom, ale zaprezentowali się naprawdę dobrze. Czy wystarczy to na coś więcej niż półfinał – nie wydaje mi się, ale przed kolejnym sezonem może to być dobry prognostyk. Pocieszeniem dla Falcons może być to, że akcja kolejki z pewnością trafi w ręce Grzegorza Dominika, który w ten sposób zdobył pierwsze przyłożenie w meczu i wyprowadził Sokoły na prowadzenie:

Ostatni mecz weekendu to pojedynek Green Ducks i Rockets. I znowu – jak to w Grupie A, LFA 2 mogło wydarzyć się wszystko. Green Ducks ewidentnie są drużyną własnego boiska. Dotychczas w Radomiu wygrali oba swoje mecze, natomiast na wyjazdach ponieśli dwie porażki. Wygrana dała Kaczorom drugie miejsce w grupie i jednocześnie podtrzymała nadzieje na zajęcie pierwszego miejsca na koniec sezonu. Patrząc po tym co dzieje się w tej grupie jest to jeszcze jak najbardziej możliwe.

Na koniec podsumowanie typów. Na sześć meczów poprawnie trafiłem jedynie trzy. Takiego wyniku w tym sezonie jeszcze nie miałem.

Statystyki sezonu: Podane typy: 71. Typy poprawne: 55. Typy błędne: 16.

Zdjęcie tytułowe: Slaweg – foto