Week 4 – podsumowanie

Kilka rzeczy podczas ostatniego weekendu się wyjaśniło, kilka nadal pozostaje zagadką. Wiemy na pewno jak wygląda układ sił w LFA, w Toplidze nie do końca. Ogólnie – kolejny udany futbolowo weekend – obecny sezon może się podobać.

W zapowiedzi pisałem, że najciekawszym meczem w tej kolejce będzie pojedynek Falcons z Lowlanders. I faktycznie był, ale tylko w pierwszej połowie. Wynik oscylował w okolicach remisu, natomiast po przerwie goście odjechali Sokołom i spokojnie kontrolowali przebieg spotkania.

Po tym meczu dostaliśmy odpowiedź na pytanie czy mamy Top 3 czy Top4 i na tę chwilę to jest Top 3.5. Nie wiem jak przeciwko Sokołom zaprezentowaliby się Kings, czy byliby w stanie nawiązać walkę. Taki mecz na pewno pokazałby czy Falcons są bliżej Kings (według mnie piąta drużyna w Polsce) czy właśnie poziomem raczej powinni równać się z Seahawks albo Lowlanders. Natomiast to co widać to różnica pomiędzy Panthers, Seahawks, Lowlanders i Tychami. Niestety.

A Lowlanders, cóż – oni wrócili do gry. Obrona gra bardzo solidnie, zimowe wzmocnienia to był znakomity ruch – Daniel Tarnawski na linii jest nie do zatrzymania. Problem mam z ich ofensywą, bo szczerze mówiąc spodziewałem się więcej – szczególnie po skrzydłowych i rozgrywającym. Tomek Zubrycki, Bartek Trubaj, Eryk Mąkowski, sprowadzony przed sezonem Konrad Mariański – oni powinni decydować o sile drużyny, a póki co tego nie widać. W ostatnich dwóch meczach jakby się przebudzili, ale na Seahawks czy Panthers to będzie zbyt mało. Potencjał jest tyle, że moim zdaniem jeszcze nie w pełni niewykorzystany. Za to swoją robotę na 110% wykonuje Mikołaj Pawlaczyk, który w tym sezonie jest prawdziwym motorem napędowym ataku „Ludzi z nizin” i jednym z najbardziej wartościowych zawodników pierwszych kolejek.

A co do samej ligi to prawdopodobnie dopiero 16 czerwca poznamy drużynę, która zajmie drugie miejsce w LFA po sezonie zasadniczym. To właśnie wtedy Lowlanders zmierzą się z Seahawks w Gdyni. Do tego czasu nic co zachwiałoby układ sił w LFA nie ma prawa się wydarzyć.

Za to w Toplidze – dzieje się… w grupie północnej. Nikt nie przypuszczał, że ta liga będzie tak wyrównana. Największa niespodzianka póki co to dla mnie Kozły. Ich przedsezonowe zapowiedzi o włączeniu się do walki o Mistrzostwo PLFA traktowałem trochę z przymrużeniem oka, a tymczasem okazuje się, że jest to jak najbardziej możliwe. W meczu z faworyzowanymi Eagles pokazali się z bardzo dobrej strony. Przegrali to fakt, ale wcale nie odstawali od drużyny z Warszawy. Przegrali głownie przez flagi i głupie błędy. W meczu rewanżowym nie są bez szans.

Za to Eagles, wygrali drugi mecz, ale po raz drugi była to wymęczona wygrana. Ich rozgrywający Christopher Jeffrey, wydaje mi się, że nie spełnia oczekiwań. W Serbii radził sobie bardzo dobrze, w Polsce – chyba nie pokazuje wszystkiego na co go stać. Wydawało się, że to będzie dobry transfer – sprawdzony QB z mocnej ligi, a jednak. Nie wiem czy to kwestia skrzydłowych, czy samego Jeffrey’a. Na pewno w obecnej formie nie jest zawodnikiem spełniającym w stu procentach oczekiwania. Dodatkowo w pierwszym meczu złapał kontuzję, która wykluczyła go z gry w trzeciej kwarcie meczu z Kozłami.

 

Na pozycji rozgrywającego musiał zastąpić go Tadek Bellaby, wychowanek Orłów, który doświadczenie zdobywał głównie w juniorach. Wszedł w bardzo trudnym momencie. Eagles przegrywali, ofensywa radziła sobie raczej słabo, albo może nawet lepszym określeniem będzie, że sobie nie radziła i… nie, nie było cudu. Pierwsze snapy nie napawały optymizmem. Przechwyt, nerwy, niecelne podania, znaczniki ani drgnęły. Wydawało się, że to będzie koniec dla Eagles. Sytuacja w ofensywie niewiele się zmieniła w czwartej kwarcie. Za to mecz zaczęła dla Orłów wygrywać obrona. Def przechodził samych siebie. Zatrzymywali Kozły, wymuszali błędy, formacja specjalna idealnie wykonała punt, który został zatrzymany na 2 jardzie Kozłów. I to był punkt zwrotny meczu. Defensywa nie pozwoliła Kozłom na zdobycie jardów, była bardzo blisko zablokowania punktu, który ostatecznie wylądował na 10 jardzie drużyny z Poznania. I w tym momencie Tadek Bellaby zaczął wytrzymywać presję. Oczywiste było, że Orły nie zaryzykują gry podaniowej, wszyscy wiedzieli, że będą biegać. Wiedzieli to też zawodnicy Kozłów… ale nikt nie przypuszczał, że z piłką pobiegnie niepewny do tej pory rozgrywający. Obrona skoncentrowała się na Jacku Martonie, który swoją drogą zagrał bardzo dobre zawody, a tymczasem w pole punktowe wbiegł Tadek Bellaby i tym samym Eagles wyszli na prowadzenie. Nieoczekiwanie młody rozgrywający stał się bohaterem Eagles. Wydaje mi się, że ten mecz dodał mu sporo pewności siebie i w kolejnych spotkaniach, również chciałbym zobaczyć go na boisku.

Co jeszcze jest warte uwagi, to event jaki zorganizowali Eagles. Niby tylko mecz ligowy, ale były i foodtrucki i atrakcje dla dzieci i cheerleaderki z prawdziwego zdarzenia, które faktycznie były cheerleaderkami, a nie tylko tańczyły w przerwach. Do tego piękna pogoda i w efekcie pełne trybuny. Eagles wrócili na Bemowskie boiska i zrobili to z rozmachem. Był to chyba najlepszy futbolowy event na jakim byłem od czasu otworzenia Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu. Wygląda na to, że po kilku cięższych latach, Eagles – przynajmniej organizacyjnie – zaczynają się odradzać. Oby tak dalej.

Od zwycięstwa do zwycięstwa kroczy Silesia Rebels. Póki co wygrali wszystkie swoje 3 spotkania – dwa razy z Wilkami i raz z Patriotami, natomiast prawdziwy sprawdzian dopiero na nich czeka. I dopiero wtedy poznamy prawdziwą siłę Rebeliantów. Póki co na tle przeciwników, z którymi grali prezentują się bardzo dobrze. I obecnie jest to druga siła w grupie C.

Od zwycięstwa do zwycięstwa kroczą również Mustangi, które dominują w grupie południowej PLFA. Wydaje mi się, że nie spotkają przeciwnika równego sobie na południu. Pierwszy mecz wygrali 32:0 drugi, 34:0. Nic nie zapowiada aby to się miało zmienić. Praca włożona przez lata w juniorów zaczyna się spłacać.

Praca włożona w juniorów po części spłaca się też w Poznaniu, gdzie Patrioci podejmowali Angels i praktycznie zrobili co chcieli. Wynik 51:10 mówi wszystko. To będzie bardzo, ale to bardzo ciężki sezon dla Angels. Jak dla mnie to nie są gotowi na rywalizację w LFA 1. Przegrywają wysoko, mecz za meczem, w nadchodzącym weekendzie czeka ich najtrudniejsza możliwa przeprawa z Seahawks. Jedyne czego bym sobie, życzył, że żeby zawodnicy Aniołów zdrowi skończyli sezon, nic więcej.

Ostatni mecz to moim zdaniem mała niespodzianka. Tytani z łatwością poradzili sobie z Rockets. W pierwszym swoim tegorocznym meczu ekipa z Lublina nie zrobiła dobrego wrażenia. Natomiast w pojedynku z Rzeszowem wszystko zagrało tak jak powinno, tylko czy wystarczy to na rewanż z Green Ducks i walkę o wygranie grupy A?

Na koniec tradycyjne podsumowanie moich typów: Na sześć meczów poprawnie udało mi się wytypować pięciu zwycięzców, pomyliłem się jedynie w przypadku Tytanów.

Typy w sezonie: 25 typów i 20 poprawnych.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*