Seahawks lepsi w półfinale CEFL Cup

Pólfinałowy pojedynek z Cowbells Budapeszt przejdzie do historii Seahawks Gdynia. Jastrzębie po raz pierwszy zwyciężyły na arenie międzynarodowej, a co więcej zwycięstwo to daje im awans do finału rozgrywek CEFL Cup.

Pierwsza połowa meczu, z niewielkimi wyjątkami, mogłaby być pokazywana na każdym szkoleniu w Polsce jako niemalże perfekcyjna. Sam początek może był odrobinę nerwowy, miałem wrażenie, że chłopaki za bardzo chcieli. Obrona w efekcie oddała dość dużo pola, ale koniec końców wykonali swoją robotę nie pozwalając Cowbells na zdobycie punktów. Później defensywa wyglądała już prawie jak z podręcznika. Linia wywierała presję na rozgrywającym, Arek Cieślok zanotował sack, trzecia linia obrony znakomicie wypełniała swoje zadania z Dawidem Magreanem na czele.

Świetnie dysponowany tego dnia był także atak gdynian. Ofensywa była rewelacyjnie zbilansowana, akcje biegowe przeplatane były podaniami. Z przyjemnością patrzyłem jak Jastrzębie zdobywają jardy i przesuwają znaczniki, wydawało się, że robią to bez większego wysiłku. Prawdziwy show zrobili Janek Domagała wspólnie z Pawłem Heniczem. W przypadku tego pierwszego biegi były wręcz zabójcze dla Węgrów, nie byli w stanie znaleźć sposobu aby go powstrzymać. W przypadku Pawła Henicza – widać było jak dobrze uwalniał się od kryjącego go zawodnika i ewidentnie Joe Bradley szukał go na boisku. Dobrze zaprezentował się też Paweł Fabich.

Fantastyczną pracę wykonywała linia ofensywna. Przy biegach torowali drogę Jankowi, przy podaniach zapewniali wystarczającą ilość czasu rozgrywającemu aby ten mógł posłać celne podanie.
Gdynianie byli też w stanie w kluczowych momentach odwrócić sytuację na boisku – chociażby notując przechwyt, czy wykorzystując błąd gości przy puncie. Takie sytuacje podcinały skrzydła Cowbells, którzy w pierwszej połowie nie pokazali zbyt wiele. Podania były niecelne, niedopracowane, biegi szybko były zatrzymywane przez linię i linebackerów. Jedyne co udawało się Cowbells to biegi rozgrywającego Mártona Cziróka . Ale nawet pomimo tego z przyjemnością oglądało się grę Seahawks, którzy bezlitośnie wykorzystywali każdy błąd gości.

Druga połowa to już nieco inny obraz gry. Cowbells wreszcie zaczęli grać i porządnie nastraszyli Seahawks. Co prawda przewaga punktowa zbudowana w pierwszej i drugiej kwarcie pozwalała ze spokojem śledzić przebieg meczu, ale postawa Jastrzębi w drugiej połowie meczu, muszę przyznać, że mocno mnie zaskoczyła. Spodziewałem się co prawda, że przy takim wyniku gra będzie wyglądała już inaczej, że Seahawks nie będą grali na najwyższych obrotach, ale nie spodziewałem się, że będzie to aż taka różnica. Tymczasem Węgrzy głównie za sprawą ich rozgrywającego zaczęli zdobywać jardy, w trzeciej kwarcie zdobyli przyłożenie, a później ich obrona zatrzymała drive Seahawks. Na szczęście defensywa Jastrzębi również stanęła na wysokości zadania i zatrzymała bardzo ważny drive Cowbells na początku czwartej kwarty. Gdyby wówczas Węgrzy zdobyli punkty mielibyśmy wynik 28:18/19/20 (zależy od podwyższenia) i całą czwartą kwartę do zagrania. Na szczęście ten scenariusz się nie sprawdził. Później obrona ponownie zatrzymała drive Węgrów i stało się jasne, że Seahawks nie wypuszczą już tego zwycięstwa z rąk.

Gdyby porównać ten mecz do walki bokserskiej o pas mistrzowski, to Seahawks jako pretendent wyszli mocno zmotywowani. Pierwsza część walki (6 rund) to trzy knock downy przeciwnika, które ustawiły pozostałą część pojedynku i w efekcie przyniosły, znaczną przewaga punktową Jastrzębi. Za to druga część meczu to już bardziej wyrównany pojedynek ze wskazaniem na Cowbells i odrabianie strat. Wynik – zwycięstwo na punkty Jastrzębi, głównie za sprawą punktów zdobytych na początku.

Reasumując – było to zwycięstwo jak najbardziej zasłużone. Pierwsza połowa niemalże bezbłędna. Co się stało w drugiej? Na to pytanie już muszą sobie odpowiedzieć zawodnicy i trenerzy Seahawks. Czy było to rozprężenie, czy to być może Cowbells zaczęli grać na swoim normalnym poziomie. Trudno powiedzieć. W każdym razie Seahawks odnotowują swoje pierwsze zwycięstwo w europejskich pucharach i 9 czerwca wystąpią w finale rozgrywek CEFL Cup.

A poniżej możecie obejrzeć skrót tego spotkania.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*